Rząd Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej nie spieszy się z wprowadzaniem niezbędnych reform, które mogłyby pomóc polskiej gospodarce. Wydaje się, że na razie trwa euforia związana z wygraną II turą wyborów prezydenckich, w której zwyciężył kandydat Platformy Obywatelskiej – Bronisław Komorowski. Rząd może czekać na to, że dziurę budżetową uda się załatać wysokim wzrostem gospodarczym, taką teorię wysuwa przynajmniej Dziennik Gazeta Prawna.
Specjaliści rynku finansowego przestrzegają jednak, że jeśli tempo wzrostu gospodarczego okaże się zbyt niskie, niższe niż oczekiwano, wówczas wszystkich obywateli czekają naprawdę ciężkie czasy, w których będzie trzeba mocno zaciskać pasa, aby wiązać koniec z końcem. Według przewidywań rządu, w 2011 roku dynamika wzrostu gospodarczego ma wynieść 4,5%, zaś już w 2012 roku będzie ona wynosić pół procenta mniej. Takie prognozy wzrostu gospodarczego na najbliższe lata są nader optymistyczne. Jeśli szacunki rządowe okażą się prawdziwe, Polska będzie miała idealną możliwość obniżenia deficytu budżetowego do 3% PKB za dwa lata, jednocześnie nie stosując radykalnych reform i cięć. Być może dlatego wszelkie projekty ustaw, które mogłyby doprowadzić do tego, leżą na stercie i nikt się nimi nie zajmuje.
Dziennik Gazeta Prawna wskazuje na zupełnie inny scenariusz. Jeśli rządowe prognozy nie znajdą pokrycia w rzeczywistości, wtedy budżet legnie w gruzach. Zdaniem gazety, rząd będzie musiał w takim przypadku znaleźć jakieś 60-70 dodatkowych miliardów złotych rocznie. Brak wystarczającego wzrostu gospodarczego, który mógłby zniwelować deficyt, będzie motorem do działania dla rządu. Według ekspertów i anonimowych rozmówców gazety, na celowniku rządu znajdzie się reforma becikowego i odebranie ulgi na wychowanie dzieci najbogatszym. Dzięki takim cięciom, do budżetu mogłoby trafić około 3 miliardów złotych rocznie. Kolejnych kilkanaście miliardów przyniesie z kolei powrót do wyższej stawki rentowej, jaka została obniżona w 2007 roku przez ówczesną minister finansów, Zytę Gilowską. Radykalna reforma administracji państwowej wiązałaby się z dużymi zwolnieniami, aczkolwiek wygenerowałaby dla budżetu państwa 15 miliardów złotych rocznie.
Jeśli zajdzie taka konieczność, rząd może podjąć kroki do zrównania wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn, a nawet podniesienia go, na wzór naszych zachodnich sąsiadów – Niemiec, do 67 lat. Taka reforma na pewno nie wywoła entuzjazmu wśród Polaków.
Wszystkie wspominane powyżej posunięcia mają na celu zahamowanie przyrostu polskiego długu, jak wskazuje Dziennik Gazeta Prawna. Jeśli nie zostaną one wprowadzone w życie, a na dodatek tempo wzrostu PKB będzie zbyt wolne, wówczas, zdaniem Krzysztofa Rybińskiego z SGH, Polska straci wiarygodność kredytową. W konsekwencji, odsetki od długu będą coraz wyższe i zacznie się spirala przyrostu zadłużenia.
M.M.
Bankowynet.pl
loading…



