W środę, 12 maja na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych zadebiutują akcje PZU. Zdaniem prezesa Narodowego Banku Polskiego, Witolda Kozińskiego, kurs euro, znajdujący się na poziomie 4 zł, jest kursem równowagi i nie powinien wywoływać niepokojów. Komisja Europejska twierdzi, że Polska jest prawdziwym liderem ożywienia gospodarczego w Unii Europejskiej i jej gospodarka wzrośnie w tym roku o 2,7%. Szacunki Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wskazują, że stopa bezrobocia obniżyła się z 12,9% w marcu do 12,5% w kwietniu. Ministerstwo Finansów podało, że w kwietniu inflacja wyniosła 2,3%, podczas gdy w marcu była ona o 0,3% wyższa. Wicepremier i Minister Gospodarki, Waldemar Pawlak, mówi, że polska gospodarka wzrosłą w ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku o około 3 – 3,5%. Sejmowa komisja finansów zaaprobowała projekt nowelizacji ustawy o Narodowym Banku Polski, ale założyła przy tym, że w przypadku wygaśnięcia kadencji prezesa NBP, wszelkie jego obowiązki przejmie pierwszy wiceprezes. W tym roku przychody z prywatyzacji wyniosły już 5,83 mld zł, co stanowi prawie 25% planowanych przychodów na cały rok. Do tej kwoty nie została jeszcze wliczona sprzedaż akcji PZU, z której przychody wynoszą około 1,3 mld zł.
Ostatni tydzień był bardzo nerwowy dla giełdy papierów wartościowych. Spełniły się najbardziej pesymistyczne prognozy, a spadek indeksu szerokiego rynku i wskaźnika największych spółek był największy od lutego ubiegłego roku, kiedy to zaczynało się formować dno bessy. Nasz rynek, pomimo spadków sięgających 7,8 – 8,3%, był w miarę stabilny, a inwestorzy zachowali „zimną krew”. Nie można mówić o panice, jaka miała miejsce w ostatnim tygodniu na Wall Street oraz na wielu ważnych giełdach europejskich. Spośród głównych indeksów, zdecydowanie najlepiej poradził sobie indeks mWIG40, który zniżkował w skali 4 sesji o 7%. Z kolei, o 7,5% stracił na wartości sWIG80. Patrząc na subindeksy branżowe, największe straty stały się udziałem WIG Banki, który zniżkował o 7%. Na drugim miejscu uplasował się już tradycyjnie wskaźnik firm informatycznych, ze stratą 6%. WIG Budownictwo oraz WIG Spożywczy zniżkowały po 5,5%. Na drugim biegunie znalazł się WIG Telekomunikacja, którego wartość spadła o nieco ponad 4%.
Wspólnotowa waluta przeżywa ciężkie chwile już od jesieni 2008 roku, ale miniony tydzień był dla niej jednym z najbardziej dramatycznych. Kurs euro w czwartek spadł na moment do poziomu 1,252 dolara, najniższego od marca ubiegłego roku. Od marca do listopada 2009 euro zyskało 17%, ale w ciągu następnych pięciu miesięcy cała ta zwyżka została skutecznie zniwelowana. W ostatnich dniach dolar zdrożał o 8 centów, czyli o 6%. W piątek do południa trwało niewielkie odreagowanie tej sytuacji, w rezultacie kurs euro osiągnął granice 1,27 dolara. W najbliższych dniach raczej nie nastąpi przełom w sytuacji wspólnotowej waluty. Emocje związane z Grecją i pozostałymi krajami Eurolandu powinny się uspokoić, jednakże nie wpłynie to na umocnienie się euro. Słabość wspólnej waluty może utrzymywać się przez wiele kolejnych miesięcy, do czasu, gdy zagrożone kłopotami finansowymi kraje, wyjdą z kryzysu. W swej 11-letniej historii 16% osłabienie kursu euro, z jakim mamy dziś do czynienia, jest trzecim tak poważnym spadkiem.
Od dwóch miesięcy na polskim rynku walutowym istnieje prawdziwa huśtawka nastrojów, w trakcie której dolar poruszał się w granicach 2,795 – 2,932 zł, czyli w zakresie 5% zmian. W miniony poniedziałek dolara można było kupić poniżej 2,95, a później dolar zdrożał aż o 39 groszy, co oznacza deprecjację naszej waluty aż o 13%. Złoty uległ największej przecenie w grupie europejskich walut, kolejne miejsca zajął forint z osłabieniem ponad 11%, oraz rumuńska leja, tracąca niecałe 7%. W piątek nastąpiło wyraźne odreagowanie, około południa za dolara należało zapłacić aż 3,26 zł, czyli najdrożej od ponad roku. Euro zdrożało z 3,9 do 4,22 zł, czyli o ponad 8%. W piątkowe południe za wspólną walutę trzeba było zapłacić około 4,16 zł. Niemiłą niespodziankę na rynku walutowym sprawił kurs franka, który wzrósł w ciągu tygodnia o prawie 10%. Zdrożał z 2,72 do 2,99 zł, czyli o 27 groszy. Powodem takiej sytuacji jest brak stabilizacji franka wobec euro, która do tej pory była podejmowana przez szwajcarski bank centralny. Efektem takiej sytuacji było umocnienie się franka wobec euro o 2,5%.
Nasza waluta traci na wartości w trakcie światowych zawirowań i to nie pierwszy raz. Analitycy uczestniczący w ankiecie zorganizowanej przez agencję Reutera prognozują, że za rok kurs euro wyniesie 3,75 zł. Osoby, które czekają na wypłatę kredytów walutowych mają się z czego cieszyć, bowiem gwałtowne osłabienie złotego spowodowało, że na pożyczenie tej samej kwoty w złotych wystarczy dużo mniej waluty, niż jeszcze kilka tygodni wcześniej. Na każde 100 tys. zł w chwili obecnej banki wyliczą o blisko 1700 mniej euro i ponad 2800 mniej franków szwajcarskich. Jest to optymalna sytuacja dla osób, które wypłacają kredyt w transzy.
Kolejne banki giełdowe ogłosiły osiągnięte przez siebie wyniki finansowe za I kwartał. Dokonał tego Citi Handlowy, BPH, Boś i Nordea. BPH w połączeniu ze specjalizującym się w bankowości konsumpcyjnej i hipotekach GE Money Bankiem, wykazał stratę w wysokości 54 mln zł wobec 20 mln zł zysku przed rokiem. Wynik ten spowodowany jest 250 ml rezerwą na niespłacone kredyty. Bank przewiduje, że stratą zamknie cały rok, podczas gdy w 2009 roku zarobił na czysto blisko 47 mln zł. Na niekorzystny wynik finansowy banku BPH miała wpływ niewypłacalność klientów z powodu wysokiego poziomu bezrobocia i zadłużenia polskich rodzin. BPH planuje do końca 2011 roku zwolnić 1514 pracowników. Grupa banku Citi Handlowy zarobiła w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2010 roku 151 mln zł, wobec 46 mln zł rok wcześniej. Wynik ten był aż o 125 mln zł wyższy, niż prognozowany przez analityków. Stało się to głównie dzięki znacznie mniejszym rezerwom na tzw. złe kredyty. Nordea Bank Polska zarobił w tym samym czasie niemalże 52 mln zł, dwa razy więcej niż rok wcześniej. Bank Ochrony Środowiska osiągnął wynik na poziomie 19,5 mln zł i okazał się być o 183% lepszy niż przed rokiem. W BOŚ Banku, jako w jedynym z wymienionych, wartość kredytów klientów indywidualnych i firm uległa zwiększeniu o ponad 15%, do 10,7 mld zł. Natomiast, w ciągu I kwartału tego roku portfel kredytowy Nordea Banku spadł o 6%, do 16 mln zł, w Citi Handlowym o 3,4%, do 11,6 mln zł, a w BPH o 3%, do 28,3 mld zł.
Ministerstwo Skarbu Państwa czeka na wpłynięcie 25 mld zł z prywatyzacji. W tym momencie prowadzi ono 441 projektów prywatyzacyjnych, a blisko 200 spółek jest już na etapie poszukiwania inwestorów. Dotychczasowy wynik, licząc z wpływami z 10% akcji PZU, wynosi już ok. 6,1 mld zł. W najbliższym czasie zakończą się duże projekty prywatyzacji Enei – czwartego producenta prądu w Polsce, gdzie na sprzedaż czeka 85% akcji Energii, oraz Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin. Pod koniec czerwca Ministerstwo Skarbu Państwa ma w planach debiut giełdowy Tauron Polska Energii, wicelidera rynku, a w ostatnim kwartale 2010 roku również Giełdy Papierów Wartościowych. Za pośrednictwem giełdy minister skarbu chce sprzedać 10% akcji Polskiej Grupy Energetycznej oraz resztówkę TP SA.
Według Komisji Nadzoru Finansowego, w 2009 roku jakość kredytów mieszkaniowych pogorszyła się. Są to głównie zobowiązania o stosunkowo krótkiej historii. Z danych KNF wynika, że kredyty zagrożone wzrosły w ubiegłym roku o 64,3% do 3,2 mld zł. Pod koniec poprzedniego roku kredytów, których spłat klienci zaprzestali, było 21 tys., łącznie z 12 tys. kredytów, które przestały pracować w II połowie 2009 roku. Na koniec zeszłego roku, zadłużenie z tytułu kredytów mieszkaniowych łącznie wyniosło 216,4 mld zł, złe kredyty stanowiły tu 1,48%.
M.M.
Bankowynet.pl







