W chwili obecnej zmienił się profil budownictwa mieszkań na rynku pierwotnym, a to z tego powodu, że sami kupujący zgłaszają nieco inne preferencje zakupowe. Jeszcze kilka lat temu najbardziej poszukiwane były duże mieszkania. Dziś coraz częściej mieszkania o dużej powierzchni, czy też może bardziej odpowiednie byłoby tu stwierdzenie – luksusowe apartamenty, są prawie gotowe lub gotowe, ale w wielkich miastach brakuje na nie chętnych. Konsumenci poszukują teraz małych, dwu lub co najwyższej trzypokojowych mieszkań, o jak najbardziej funkcjonalnym układzie pomieszczeń. Zgodnie z zapotrzebowaniem zgłaszanym przez rynek firmy developerskie rozpoczynają budować osiedla z dokładnie takimi mieszkaniami. Już teraz spółka developerska Gant ogłosiła, że większość z aż 280 mieszkań, których budowa rozpocznie się na wiosnę w obrębie warszawskiej Woli, będą lokalami dwupokojowymi o powierzchni od 45 do 56 metrów kwadratowych.
Na początku ubiegłego roku banki niechętnie podejmowały się kredytowania zakupu mieszkania, które znajdowało się w bardzo wczesnym etapie budowy. Bankowcy drobiazgowo kontrolowali, kim jest developer, jaka jest jego sytuacja finansowa, a dopiero w kolejnym etapie badały zdolność kredytową osoby wnioskującej o kredyt. Z początkiem nowego roku banki zapowiedziały, że staną się bardziej otwarte na developerów. Jest to nader korzystna sytuacja dla wszystkich tych osób, które planują zakup mieszkania na rynku pierwotnym.
Eksperci rynku bankowego przestrzegają przed zbytnim optymizmem, twierdząc, że banki na razie wszczęły rozmowy z niektórymi developerami, co nie miało miejsce wcześniej. Przykładowo, wspominaną inwestycję spółki Gant, w całości sfinansuje Raiffeisen Bank, co może świadczyć o wyraźnych zmianach na rynku. Na to wskazuje Home Broker, który zwraca uwagę na to, że Raiffeisen zwykle wymagał, aby inwestycja była doprowadzona przynajmniej do stanu zerowego. Oznaczało to, że finansował on budowę w momencie, gdy zakończono już roboty ziemne, zostały wylane fundamenty i wykonano ściany piwnic. Bank nie był skłonny do udzielania kredytu na zwykła „dziurę w ziemi”, która dopiero w dalekiej przyszłości miała stać się osiedlem mieszkalnym. Jeszcze pół roku temu także Alior Bank nie chciał dawać pieniędzy na niepewne inwestycje, dziś już odchodzi od tego wymogu.
Warto zwrócić uwagę na fakt, że Polbank rozpoczął stosowanie takich samych kryteriów dla kupujących mieszkania bezpośrednio od developera oraz od jego spółek-córek. Jeśli decydujemy się na nabycie mieszkania z rynku pierwotnego od spółki-córki developera musimy liczyć się z tym, że bank udzieli nam kredytu tylko w przypadku, gdy zaawansowanie budowy osiągnie minimum 30 procent, a nie 50 procent, jak było do niedawna w większości banków. Polbank wymagał nawet osiągnięcia 80% poziomu robót. Teraz ten sam bank ogłasza tak zwaną „białą listę” developerów, których klienci mogą liczyć na kredyt nawet na przysłowiową „dziurę w ziemi”. Na liście znalazł się Dom Development, Budimex i Eko-Park.
Home Broker podaje, że wśród banków, które również zdecydowały się na subtelną liberalizację wymagań dotyczących zakupu mieszkań na rynku pierwotnym, są mBank i Multibank. Dodatkowo, żadnych, przynajmniej formalnych, ograniczeń w finansowaniu zakupu mieszkań będących w trakcie budowy nie stosują banki: Pekao SA, PKO BP, BGŻ, ING, BOŚ, Bank Pocztowy, Lukas Bank oraz Deutsche Bank.
M.M.
Bankowynet.pl




(głosów: 1 , średnia ocena: 4,00 na 5)


