Od momentu, kiedy na świecie rozpoczął się wielki kryzys gospodarczy minęły już dwa lata. Początkowo recesja dotknęła w szczególności rynek kredytów hipotecznych. Zauważalne było to w szczególności w Stanach Zjednoczonych i w innych dużych, zdawałoby się bogatych krajach, w których szerokie grono kredytobiorców w szybkim tempie zaczęło tracić zdolność do obsługi zadłużenia. Był to powód kolejnych reakcji rynku finansowego, które odbiły się szerokim echem w całej gospodarce. Dziś można wysnuć wniosek, ze najgorsze jest już za nami, a sytuacja na rynkach finansowych, a także w samej gospodarce, zaczyna się stabilizować.
Należy zaznaczyć, że przez te dwa kryzysowe lata Polska radziła sobie całkiem nieźle, zwłaszcza na tle innych krajów. Rynek kredytów hipotecznych chyba najbardziej odczuł światowy kryzys, bowiem zaczęła gwałtownie spadać ilość kredytów, co jednak nie wpłynęło na pogorszenie się jakości portfeli kredytów mieszkaniowych.
W 2008 roku, aż do połowy lata ilość kredytów mieszkaniowych udzielanych w Polsce rosła, zarówno tych udzielanych w walucie rodzimej, jak i w walutach obcych. W tym czasie udzielano kredytów w wysokości około 30 tys. sztuk miesięcznie, czyli o połowę więcej niż jeszcze w miesiącach zimowych tego samego roku. Powodem takiej sytuacji był tani kredyt we franku szwajcarskim. Prawie wszystkie kredyty walutowe były udzielane dokładnie we franku. Nie bez znaczenia dla dobrej koniunktury na rynku kredytowym była liberalna polityka banków w ocenie zdolności kredytowej klientów. W momencie wybuchu kryzysu widocznie owa ilość zmalała. Banki udzielały o ponad 65% mniej kredytów hipotecznych. Trzeba powiedzieć, ze przyczyną takiej sytuacji było głównie załamanie po stronie podaży, ponieważ banki miały nie lada problemy z pozyskaniem finansowania, a także z lęku przed powstaniem problemów z jakością portfeli udzielonych w fazie największej hossy kredytowej. Prawdopodobnie, na spadek ilości udzielanych kredytów miały wpływ regulacje nadzorcze.
Obawy banków nie były bezzasadne, co pokazała praktyka. Portfele kredytobiorców pogorszyły się, co widoczne było we wzroście udziału portfeli kredytobiorców z opóźnieniem w spłacie większym niż 30 dni. Klienci, którzy zaciągnęli kredyt hipoteczny w czasie boomu w 2008 roku bardzo szybko odczuli skutki kryzysu i mieli ogromne kłopoty z terminowym spłacaniem rat kredytu. To powodowało nawarstwianie się należności wobec banku. Dla porównania, tylko nieznacznie osoby biorące kredyt we wcześniejszych latach miały opóźnienia w spłacie wynoszące powyżej 30 dni. Można przypuszczać, ze liberalizacja polityki kredytowej, jaka miała miejsce w 2008 roku, będzie kosztować banki bardzo dużo. Być może jednak trudności w spłacie kredytów są tylko tymczasowe i sytuacja ta ustabilizuje się w kolejnych latach.
W chwili obecnej rośnie ilość udzielanych kredytów mieszkaniowych, choć jeszcze jest jej bardzo daleko do poziomu z lata 2008 roku. Zwróćmy uwagę na fakt, że dzisiaj banki częściej udzielają kredytów złotowych. Miesięcznie baki udzielają tylko około 3 tysięcy kredytów walutowych. Frank szwajcarski zakończył panowanie na rynku kredytów hipotecznych, choć nadal kredytobiorcy zaciągają kredyty w tej walucie.
M.M.
Bankowynet.pl











sob, 30 Styczeń 2010, 19:29
Kredytow jest coraz wiecej, co nie znaczy ze z dostepnoscia jest lepiej. Choc ostatnio pojawila sie nowa oferta w Getin kredytu z doplata i tam faktycznie latwiej go dostac. Dobrze ze nie wszystkie banki maja polityke bardzo restrykcyjnych warunkow